opowieść przedwigilijna


Dzień przed wigilią w godzinach wieczornych zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się nazwisko kolegi z czasów licealnych. Pomyślałam, dzwoni po to aby złożyć mi życzenia, bo to przecież TEN czas.
Troszkę się jednak myliłam. Wojtuś pytał jak się może dostać na moja posesję, ponieważ stoi przed nasza bramką i nie widzi dzwonka :-). Wyszłam na zewnątrz, aby go poinstruować.
Moim oczom objawiło się w mroku auto terenowe, pełne choinek w doniczkach.
Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to ze nie może trafić pod wskazany adres w moich okolicach i chce abym mu pomogła. Muszę nadmienić ze Wojtuś ma swoją szkółkę drzewek iglastych. Jak zobaczyłam auto załadowane to myślałam, ze jedzie z nimi do jakiegoś klienta :-)) Jednak nie. Wojtuś powiedział, ze jedna choinka jest przeznaczona dla mnie kazał mi ją sobie wybrać. Powiem szczerze ze bardzo mnie zaskoczył swoją wizytą. Zrzucił mi jedno drzewko, dał instrukcje obsługi , złożył życzenia i pojechał dale,j do następnej osoby z klasy.
Przyznacie, ze niecodzienna historyjka, prawda?
Wojtek zawsze miał niecodzienne pomysły, ale tym zaskoczył wszystkich.
Pomyślałam ze podzielę się tą historyjką na forum, ponieważ chciałam Wam pokazać, ze sa jeszcze ludzie bezinteresowni o dużym sercu.
Dziękuje z całego serca za ten miły prezent :-))


Choinke w tym roku postanowiłam ubrac skromnie. Po pierwsze, dlatego ze jest to egzemplarz bardzo kłujący, wiec nie uśmiecha mi sie jej ubierac w rękawiczkach, po drugie jest ładna sama w sobie, wiec szkoda jej obwieszać dodatkowymi ozdobami.
Zakupiłam dla niej światełka " białe kulki" oraz małe banieczki w kremowo-perłowym kolorze. Uznaliśmy, że to wystarczy.

To nasz salon chwile przed przybyciem gości na wieczerzę :-)




W dzień wigilii zrobiłam jeszcze jedna fajna dekorację, do której przymierzałam się już od kilku tygodni. Niestety nie mogłam znikąd zdobyć pieńków brzozowych. Wreszcie mój kochany małż przywiózł je od swojego kolegi. Przyciął mi je w odpowiedni rozmiar, wywiercił dziurki na gałązki i kolejne rykowisko jeleni gotowe :-)


Za gardło nas chwyta
I łezkę mamy w oku...
szkoda, że Boże Narodzenie
jest tylko raz do roku



Ludwik Jerzy Kern


czwarta niedziela adwentu


Na świeczniku adwentowym zapłonął płomień na czwartej świecy. To oznacza ze święta są już tak blisko. W domu robić się coraz bardziej czerwono-w każdym kącie jest akcent w tej kolorystyce.
Pachnie piernikami. Atmosfera zupełnie jest inna niż przez cały rok-to się czuje każdym kawałkiem ciała. Jest Cudnie!!!!!!!
Choinka i serduszka ze zdjęcia to prawdziwe pierniki, które miałam ozdobić wg swojego pomysłu. Hm-jakby to powiedzieć- to trudna robota. Podziwiam osoby które pozostawiają na małych powierzchniach misterna koronkowa robotę z lukru. Chyle głowę tym cudotwórczyniom. Ja się do tego jak widać nie nadaje :-)))
Za to upiekłam ciasteczka orzechowe, które zniknęły niczym błyskawica. Udało mi się uchować ale tylko garstkę-mam nadzieje ze moje łakomczuchy tutaj nie zaglądają i nie wiedza o tej tajemnicy.

Wreszcie przyszedł czas na kuchnię. Ona tez otrzymała świąteczny wystrój. W oknach zawisły nowe wykrochmalone firaneczki z misternie wykończonym ręcznie dołem. Poniżej szydełkowe czerwone zazdroski z motywem serduszka-no nie mogło by być inaczej :-)





Pod sufitem mamy olbrzymią jemiołę-ma ponad 1metr średnicy. Nawet zawieszone na niej światełka zgubiły się w gąszczu liści. Piękny ten pasożyt :-)))


uroczy ten obrazek-nie wiem czy to Czerwony Kapturek czy Dziewczynka z zapałkami....? Obojętne co to jest-obrazek jest bardzo klimatyczny.
Poniżej żyrandol w gabinecie-krzyczał, ze tez prosi o ubranie go na święta. No to dostał kilka wstążek-powinien się cieszyć.




Łoś super ktoś-podziwiałam jego urodę na skandynawskich blogach. Miałam na niego chrapkę od długiego czasu. Myślałam żeby go sobie samodzielnie uszyć, ale nie miałam wykroju.
Koło sklepu w którym sprzedają takie cuda kręciłam się od długiego czasu, robiłam podchody ale zawsze znalazł się jakiś pilniejszy wydatek Aż wreszcie......................jest mój.
Dostałam go w prezencie od moich kochanych współpracowników.
Dziękuje Wam bardzo moi Kochani-umiecie czytać w moich myślach- a to ważna umiejętność.
Łoś jest udomowiony.



A to taka mała dekoracyjka na klatce schodowej. Zostały mi bombki wiec trzeba było je gdzieś umieścić.

Pozdrawiam ciepło wszystkich odwiedzających-dziękuje za to ze chcecie mnie czytać i oglądać to co tworze.

trzecia niedziela adwentu


Drugi tydzień adwentu zakończył się trzecią niedzielą. Ależ ten czas zapycha :-)
Pogoda na zewnątrz iście świąteczna -jest cudownie biało. Cały ogród wygląda baśniowo-wszystko przykryte białą kołderką świeżego puchu.
W domu pali sie cały czas w kominku-jest ciepło. W rożnych miejscach domu mam zapalone świece i lampiony. Cały ten klimat nastraja do tworzenia nowych dekoracji.
Pierwszy raz w tym roku mam na to aż tak dużo czasu. Powiedziałam sobie ze od pierwszej niedzieli adwentu rozpoczynam strojenie domu i tego się trzymam. Co chwila pojawia sie nowa myśl , nowa koncepcja na zdobienie.

W świeczniku adwentowym zapłonęła trzecia świeca


świecznik sufitowy ozdobiłam inaczej niż w ubiegłym roku. Uplotłam własnoręcznie wianek z gałęzi brzozowych. Robiłam to pierwszy raz i nie przypuszczałam, ze te gałązki są tak plastyczne -układają się tak jak się chce-są bardzo posłuszne :-). Na gałązkach powiesiłam czerwone bombki z IKEA na wstążkach rożnej długości. Jestem zadowolona z efektu :-)

zakupiłam sobie 2 lustrzane świeczniki z wyszlifowanymi gwiazdkami śniegu.
Dają fajne światło wieczorkiem.
Na targu staroci wygrzebałam muchomorka-oj stary on ci stary.
Pewnie pamięta moje dzieciństwo :-)


Na Ludwisiu zasiadł sobie kotek i cicho mruczy. Nie mamy żywego, musimy zadowolić
się lnianym :-)

W oknach wykuszu zawisły szydełkowe gwiazdki

A to nasze domowe rykowisko jeleni. Choinki uszyłam z białego lnu. To jest to co jelenie
lubią najbardziej :-)
.
A teraz kilka zdjęć ze sklepiku który bardzo lubię a mieści się w moim mieście. Lubie tam zaglądać. Zawsze wracam stamtąd czymś zainspirowana. Ceny sa w nim dość wysokie ,dlatego wiele ozdób takich samych robię sama.





druga niedziela adwentu

Minął pierwszy tydzień adwentu, przygotowania do świat nadal trwają. Większość myśli skupia sie właśnie na tym co przegotować ,co kupić jak jeszcze przystroić dom aby TEN czas zapadł w pamięci na długo.


W ten weekend zaplanowałam sobie prace dekoratorskie w pokoju szumnie nazywanym gabinet :-). Umyłam okno (trudno się myło, bo temperatura było grubo poniżej zera). Ale wiecie jak się baba uprze, to okno ma być umyte w tym dniu co sobie zaplanowała i finito. Pojechałam zakupić jeszcze troszkę drobiazgów potrzebnych później do tak zwanej
" kropki nad i"
. Udało mi się kupić troszkę fajnych wstążek, sznurek oraz super drewnianego konika na biegunach, który ma siodło z materiału w biało-czerwona krateczkę.


Pierwotna moja koncepcja była taka, ze w oknie mocuję w poprzek gałąź
z jakiegoś drzewa
i od niej na sznurkach wieszam ozdoby.
Poprosiłam męża żeby mi gdzieś uciął taką gałąź.

On niestety źle odczytał to co chciałam mu przekazać. Uciął mi ale nie gałąź w sensie konar tylko uciął mi gałązkę z bzu. Jak go z nią zobaczyłam w drzwiach to zachciało mi się śmiać ze słowo gałązka dla każdego ma inne znaczenie.
No skoro się powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Trochę namieszał mi w koncepcji, ale postanowiłam ratować sprawę. Poprosiłam go o pomalowanie jej na biało. Potem pokombinowałam trochę z zaczepieniem jej na karniszu, ubrałam na nią światełka.
Okno przystroiłam gwiazdkami i bombkami w ubranku szydełkowym.
Całość wyszła nawet nawet :-)

Na szybko musiałam uszyć zazdroskę i zasłonkę, aby okno nabrało fajnego klimatu.
Na parapecie stanęły inne ozdoby świąteczne




Napis przestrzenny też wykańczałam w niedzielę. Mnie się podoba.

Na zewnątrz prze domem stoi bardzo stary lampion, zapaliłam w nim świecę. Wśród tej białej pierzynki światło prezentowało się ślicznie.
Ja chyba jakaś romantyczka jestem-podobają mi się rzeczy na które inni nie zwracają uwagi-nie wiem czy to normalne....?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...